Home » Portal » Więzienie na życzenie. Marzenia o miłości…czy mamy te same oczekiwania?

Więzienie na życzenie. Marzenia o miłości…czy mamy te same oczekiwania?

Ludzie w związkach zazwyczaj sami na siebie zakładają wnyki. Pułapka nieświadomie budowana na początku zaczyna po jakimś czasie stawać się coraz mniejsza i mniejsza, aż nagle świadomość krzyczy, że są uwięzieni w klatce. Dlaczego nie zwracamy na to uwagi, kiedy powstaje mur dzielący nas później od świata?

Czy to różowe okulary nałożone przez oczarowanie, miłosne uniesienia przesłaniają rozsadek?

Początki związku czy to naszego, czy obserwowanego u znajomych zazwyczaj wyglądają podobnie. Szczebiocząca parka z błyszczącymi, wpatrzonymi w siebie oczyma niedostrzegająca nic oprócz siebie. Cały czas poświęcony sobie nawzajem, zapominają, że istnieje coś poza ich światem. Słodkie wyznania, tulenie i robienie wszystkiego, by pokazać, jak są w sobie zakochani. Nierozłączni i rezygnujący ze swojego normalnego życia, przyjaciół na rzecz bycia prawie non stop ze sobą.

Świat postrzega ich jako najszczęśliwszych, a oni sami demonstracyjnie przesyłają sobie całuski, wszędzie nierozłączni i dosłownie sklejeni ze sobą. Idealna para, kochająca się ponad wszystko, ale oni zaczynają odcinać się od niego… Pełne uzależnienie od siebie budowane tygodniami, a nawet miesiącami para postrzega jako tworzenie związku i bycia ze sobą na wyłączność. Kiedy mijają pierwsze uniesienia, kiedy zaczynają widzieć i czuć coś więcej poza płomiennymi uczuciami do drugiej osoby… nagle spostrzegają, stworzyli mur wokół siebie…. jakoś pusto się zrobiło. Co się stało? Ależ nic takiego. Po prostu pogoniłeś zakochany człowieku wszystkich i zostałeś zamknięty w złotej klatce miłości otoczony tylko waszym uczuciem.

Idealna pułapka, ale czy chciałeś zostać złapanym we wnyki Miłości, która teraz zaczyna być również zaciskającą się pętlą na szyi?

Nie potrzebowałeś kontaktu, nie brakowało towarzystwa, bo dni wypełnione cudownym uczuciem nie dały już miejsca przyjaciołom, bez których kiedyś nie było wyjścia na miasto, imprezy weekendowej. Cóż do więzienia nikt nie chce nawet w odwiedziny przychodzić a tym bardziej zbliżać się do takiej twierdzy, którą sobie partnerzy nawzajem zbudowali. Para idealna.

Świat już wie od dawna, w co się wpakowała para idealna. Problem zaczyna być w momencie, kiedy jedno zaczyna czuć klaustrofobie w związku. Czasem przychodzi to nagle, ale większość normalnych ludzi zaczyna po tak intensywnych uniesieniach miłosnych po prostu potrzebować, chociażby troszeczkę prywatności dla siebie. Nie musi to oznaczać, że nagle potrzebuje wielkiego towarzystwa, ale zwykłej przestrzeni… a tu nawet jak się nie widzicie, to czujecie obecność przez ciągłe telefony, SMS-y i gorące MMS-y. Czasem dochodzi do tego, że tracisz kontrolę nawet nad swoim telefonem, komputerem i skrzynką e-mail…

Tak mam w swoim towarzystwie takie osoby, które dały swojej połówce nawet dojście do tak prywatnej sfery i nie myślę tu o tym, by pielęgnować jakieś tajemnice za plecami partnera, ale o tworzeniu zaufania. Otwieranie serca nie oznacza podania haseł do wszystkiego, co możliwe, ale budowanie zaufania przez nasze zachowanie. Żenujące jest dla mnie, kiedy kolega czy koleżanka ostrzega mnie, że do e-maila lub telefonu ma dojście ukochany (a).

Co wtedy?

Jedni mówią, że związek przechodzi zawirowania, które są weryfikacją prawdziwości uczuć, a niektórzy nazywają to zmęczeniem materiału… Nie zawsze oznacza to koniec związku, ale na pewno jest momentem otrzeźwienia i zastanowienia czego pragniemy i czy chcemy tkwić w takim układzie, jaki sobie nawzajem stworzyliśmy. W związkach o prawdziwym podłożu szczerych uczuć da się ten mały kryzys przejść, ale tylko przy pójściu na kompromisy i zrozumieniu, że bycie ze sobą nie oznacza wiszenie sobie non stop na szyi.
Otoczenie pustoszeje, ukochana osoba nas osacza, pytając co się z nami dzieje, dlaczego uciekamy czy robi coś źle…

A my próbujemy wyjaśnić, że chcemy mieć kawałek dnia tylko dla siebie, dla swoich zainteresowań, dla swojej pasji albo po prostu mamy ochotę spędzić czas w samotności. Trafiamy na kolejny mur, ale mur niezrozumienia przez partnera. Niestety rzadko zdarza się, by obie strony odczuwały w tym samym czasie to samo …czyli rozluźnienia więzi…a raczej pętli szczęścia…
Zaczynają się pretensje, kłótnie, obarczanie winą o zabranie czasu, przyjaciół i tej przestrzeni, bez której normalny człowiek nie potrafi egzystować.

Najgorzej odczuwają osoby, które na co dzień mają swoje pasje, uprawiają sport, posiadają hobby. Zaczynają za tym tęsknić i próbują wrócić do swojego rytmu dnia sprzed związku. Jedni pragną odmiany a niektórzy powrotu do normalności.
Kryzys może skończyć się wielkim zerwaniem, ale co u mądrzejszych staje się punktem zwrotnym na lepsze w związku. Dojrzałe spojrzenie na stworzoną przez siebie sytuację ratuje uczucie. Niestety brak zrozumienia, dlaczego czujemy się, jak w klatce skłania do ucieczki.

Najważniejsze, by nie doprowadzić w tak zażyłej znajomości do zamknięcia się na ludzi, zainteresowania i całe swoje otoczenie. Dbajmy o partnera, wyróżniajmy go i podkreślajmy nie tylko słowem, ale i zachowaniem jak jest dla nas ważny, ale na wszelkie świętości dajmy sobie czasem nawzajem wytchnienie!
Związek nie powinien oznaczać dla nas rezygnacji z tego, co robiliśmy, będąc sami. Nie mówię tutaj o zachowaniu, jakbyśmy nadal byli singlami, ale zamiast wypełniać swoje życie drugą osobą, po prostu zróbmy jej przestrzeń do bycia z nami.

Skoro uprawiałeś sport i codziennie chodziłeś na fitness, rób to nadal, a jeśli kobieta biegała na pogaduchy co piątek do koleżanek, to niech nadal ma ten czas dla nich. Tak mogę w nieskończoność pisać, co powinniśmy robić, ale ta cienka granica łącząca życie dwojga ludzi często nie wiadomo kiedy zostaje przekroczona, a później jest już tylko równia pochyła.

Dość o tym, jakie są skutki złotej klatki…

Musimy pamiętać, że żyjemy w świecie gdzie komunikacja i relacja między ludzka jest bardzo ważnym elementem naszej egzystencji. Nie pozbawiajmy się przyjemności z rozmów, imprezowania ze znajomymi, wspólnych wyjazdów itp. Anormalnym jest zamykaniem się w związku, co bardzo często zaczynamy odczuwać, idąc dalej w las w naszym układzie jeden na jeden. Warto mieć przyjaciół czasem nie muszą to być wspólni znajomi, by mieć małą odskocznię od siebie. Nie namawiam do robienia wyskoków w bok czy innych tego typu zachowań.

Po prostu otoczenie niech nie czuje naszej izolacji, bo powrócić i odnowić niektóre relacje będzie z czasem bardzo trudno. Budowaliśmy latami nasze przyjaźnie, walczyliśmy o czas na nasze hobby czy relaks w siłowni, czy chociażby spędzenie przy drinku miłych chwil ze znajomymi a teraz kiedy przychodzi naturalne znużenie partnerem, okazuje się, że nie mamy do kogo ust otworzyć.

O wszystko w życiu trzeba dbać, ale pamiętajmy, że potrzeba we wszystkich aspektach naszej egzystencji pewnej równowagi, dystansu, by w pełni cieszyć się naszym szczęściem.
Życzę jak najwięcej miłosnych uniesień, ale zarazem zdrowego rozsądku, który nie powinien nas nigdy opuszczać!
Pozdrawiam wieczorową porą!

Źródło: Życie…
Redaktor Naczelna Anna Jaskiewicz

Mężczyzna a Facet… wielka różnica!

Internetowy facet czyli catfish w męskim wydaniu

Kochanie… punkt G nie istnieje !

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Akceptuję Czytaj więcej